czwartek, 13 grudnia 2012

2. Przyszedłem po swoją żonę i syna.



  -A jemu co? -Spytałam kiedy tylko loczek wyszedł. Wydawało mi się, że jest zły tak jakby na mnie. 
-A nic. -Powiedziała Wiki. 
-Wiktoria.- Powiedziałam patrząc na nią. 
-No dobra.- Powiedziała. Chłopcy jedynie westchnęli. Czyli miała mi nie mówić. 
-Harry ma swoje humorki. -Powiedział szybko Niall. 
-Tak okres mu się zbliża.- Powiedział Louis. 
-Obeszła bym się bez tej informacji.- Zaśmiałam się, jednak nadal chciałam znać przyczynę. 
-Chodzi o to, że tak troszeczkę się wygadałam, że James nie pierwszy raz Cię uderzył. - Powiedziała przyciszonym głosem moja przyjaciółka. Nawet nie wiedziałam czy mam być zła na nią czy nie. Przecież i tak wiedzieli , że mnie uderzył wiec co to za różnica czy wiedzą czy robił to wcześniej czy nie. 
-I co to go tak zdenerwowało ? -Spytałam zdziwiona. 
-Ewelina o Harrym musisz wiedzieć jedno. Jest jednym z najbardziej uczuciowych kolesi na świecie. - Zaczął mówić Louis. No tak ten to na jego temat wiedział najwięcej. Przecież to są dwa nie rozłączne gołąbeczki w normalnym znaczeniu. 
-I kiedy tu usłyszał to się wściekł, bo kobiety są dla niego najważniejsze. Nigdy by żadnej nie skrzywdził , a tym bardziej patrzył jak ktoś krzywdzi kobietę. -Dokończył. 
-I gdzie on poszedł? -Spytałam. 
-Miejmy nadzieję, że nie do Jamesa. Są przecież wrogami i przez to może stać się coś gorszego. - Powiedział Zayn. No tak Harry miał teraz jeszcze jeden wielki powód to przywalenia Jamesowi. Pomimo tego ,że mój mąż tak mnie potraktował to nadal był moim mężem i czy tego chcę czy nie to go kocham i nie pozwolę, żeby ktoś go bił. Westchnęłam. 
-No to trzeba jechać go powstrzymać. -Powiedziałam. 
                                  **** 


Siedziałam w samochodzie z Niallem i Zaynem. Bałam się wejść do domu sama. Grzesiek został z resztą w domu. Nie pewnie weszliśmy do środka.  Po Harrym nawet śladu nie było. Zayn właśnie dostał wiadomość od Louisa , że lokowaty wrócił do domu w całości. Od razu po wejściu do mieszkania poczułam silny odór papierosów i alkoholu. Czasem lubił sobie popić i popalić jednak nigdy mu na to nie pozwalałam w domu ze względu na dziecko. 
-Co tu się stało ?- Spytał Zayn. 
-Pytaj się mnie a ja Ciebie. - Powiedziałam cicho. Weszliśmy powoli i cicho do salonu. Chłopcy szczerze byli pierwszy raz w tym domu i za pewne ostatni. Aż wstyd mi się zrobiło. James zrobił w jeden wieczór taki bałagan. Poczułam ponownie jak łzy napływają do moich oczu. 
-Ej nie płacz. -Zayn od razu to dostrzegł. -Idź powoli z Niallem pakować rzeczy a ja tu zaczekam. -Powiedział mulat. Patrzyłam na śpiącego męża na sofie i przeszłam obok do mojej a raczej naszej sypialni. Niall szedł za mną. Szybko wyciągnęłam torbę i razem zaczęliśmy pakować wszystkie rzeczy. Wtedy usłyszeliśmy jakieś krzyki. Był to James. 
-Wynoś się z mojego domu. -Krzyczał do Zayna. Szarpał nie winnego mulata. Chłopak się bronił jednak specjalnie nie robił mu krzywdy. James nagle go walnął tak mocno , że Zayn obił się o ścianę. Wytarł ręką krew z nosa i wargi i bitwa dopiero teraz się zaczęła. 
-Chłopaki przestańcie. -Krzyknęłam gdy tylko Niall włączył się do walki . Nie posłuchali. Jakby mnie tam wcale nie było. W końcu rzuciłam się na Jamesa i zaczęłam go okładać pięśćmi po plecach. W pewnej chwili mnie dostrzegł. 
-Kochanie co Ty robisz ? Dlaczego bijesz mnie a nie ich. Weszli do naszego mieszkania. -Powiedział kiedy stałam już na ziemi. Zacząl się do mnie przybliżać jednak ja się odsuwałam w stronę zakrwawionych chłopaków. 
-Przyszli ze mną. -I wtedy dostrzegł moje torby. 
-Co to jest? -Spytał. 
-Co ślepy jesteś? Trzeba Ci tłumaczyć co to ? -Zaczął pochodzić do niego Zayn , ale złapałam go za nadgarstek. 
-On nie jest tego wart. Ale dziękuję. - Powiedziałam. 
-Nie mów , że mnie zostawiasz. - Powiedział nie zwracając uwagi na moich towarzyszy. Bałam się go bardzo. Nie dość , że było widać ,że nadal  jest pod wpływem alkoholu to jeszcze przy tym był bardziej agresywniejszy czego byłam świadkiem kilka minut temu. Niall złapał mnie za rękę. Spojrzałam na blondyna a on się jedynie uśmiechnął .Zayn podszedł to moich toreb i je wziął po czym zaczęliśmy opuszczać to mieszkanie. Zaczęłam płakać gdy tylko przekroczyliśmy jego próg. Poczułam wtedy ciepłe dłonie Nialla na moich plecach i mnie do siebie przytulił. Zaczęłam zazdrościć Wikii takiego faceta. Westchnęłam. Po kilku minutach znaleźliśmy się w samochodzie chłopaków. Usiadłam z tyłu tak jak poprzednio i wtedy to już byłam cała zaryczana. Całą droga do domu dłużyła mi się strasznie. Znaczy ich domu. Ja tego domem nazywać nie mogłam. Kiedy już w końcu dojechaliśmy na miejsce dostrzegłam , że coś się dzieje na górze. Kiedy weszliśmy już bardziej w głąb domu, zorientowaliśmy się  , że to coś dzieje się w pokoju w który aktualnie był mój . Nagle podbiegł do mnie uradowany Grzesiek za którym zaczęła biec biała kulka. 
-Mój boże co to jest ? -Zaśmiałam się kiedy piesek podbiegł do mnie. Zaczął mnie lizać po rękach. Rzucał się i cieszył. Od razu rozpoznałam ,że to Samojed.
-S kąd Ty mały wziąłeś tego pieska? -Spytałam zaciekawiona. Piesek jak na zawołanie podbiegł do Harrego i zaczął ciągnąć go za nogawkę. 
-Od wuja Harrego .-Chłopak ciągnięty przez psa zaśmiał się. Kucnął do chłopca i wziął go na ręce. 
-A miałem nadzieję , że mnie nie wydacie. - Powiedział a Grzesiek się zaśmiał. Po kilku sekundach chłopak go postawił na ziemię i już bawił się z psem. 
-Jak go nazwałeś ? -Spytałam. 
-To teraz twój pies.  -Powiedział. -Ty go nazwij. -Dodał. 
-Słucham ? -Spytałam. 
-Nie bój się. To prezent ode mnie. - I zaczął odchodzić. 
-Ale ja nie mogę przyjmować od Ciebie prezentów. - Powiedziałam. Sama nie wiedziałam co się stało. Harry zaczął zwracać na mnie uwagę. Aż za bardzo. Wcześniej tak nie było. Co się zmieniło...?
-Więc może lepiej nie wchodź do waszych pokoi. -Powiedział drapiąc się po głowie. Jak na zawołanie tak zrobiłam i poszłam na górę. Łóżko stało tak jak stało. Obok stała ogromna szafa. Zaśmiałam się bo donieśli ogrmone lustro, telewizor, jakieś dywaniki i toaletkę. 
-Po co to robicie ? -Spytałam ich . 
-Bo chcemy żebyście w końcu byli szczęśliwi.  -Nagle koło mnie pojawiła się Wiki która zaczęła mnie przytulać.  
-Powiedz , że Ci się podoba. - Powiedziała kładąc brodę na moim ramieniu i tuląc mnie od tyłu.
-Oczywiście , że mi się podoba, ale  i tak nie zostaniemy tu dłużej jak dwa dni. - Powiedziałam. 
-Tak szybko chcesz nasz zostawić ? -Nagle usłyszałam głos Liama. 
-Nie chodzi o to . Po prostu nie chcę żebyśmy siedzieli wam na głowie. Znajdę coś szybo. - A przynajmniej taką miałam nadzieję.
-Dobra o tym pogadamy kiedy indzie.....-Nie skończył bo zaczął wołać mnie Harry. Moje serce przyśpieszyło i nawet o tym nie wiedząc szczerzyłam się do wszystkiego . Wiki jedynie pękała ze śmiechu. Szybko zbiegłam na dół o mało nie wywalając się na schodach. W salonie dostrzegłam siedzącego loczka na ziemi na kolanach siedział mu mój synek a obok nich szczekał piesek. 
-Mamusia. -Krzyknął Grześ. 
-Aż tak bardzo się stęskniliście ? -Spytałam siadając koło nich . 
-Musisz mu pomóc wybrać imię. - Powiedział chłopak wstając z podłogi. 
-A Ty gdzie ? -Spytałam. On dziwnie na mnie spojrzał. 
-Ty też wymyślasz. Przywiozłeś go tutaj więc też wliczasz się do właścicieli. -Powiedziałam .On się zaśmiał , ale usiadł koło nas, czyli na swoje poprzednie miejsce. 
-Mozę toffik. - Krzyknął Grzesiek . 
-Albo Zorro. -Powiedział Styles. Szukaliśmy imienia już od dobrych 20 minut i nadal nic. 
-A może Mr Carrot.  -Koło nas pojawił się Louois.
-Tak Louis żebyś mógł go zjeść? -Obok pojawił się Zayn. 
- Ale ja serio mówię. -Powiedział i zaczął się kłócić z mulatem. Grzesiek śmiał się , kiedy dostrzegłam tego przyczynę sama wybuchnęłam śmiechem Harold w tym momencie leżał i gilgotał biedne dziecko które już nie wytrzymało. 
-On ma dość to teraz czas na Ciebie. - Powiedział patrząc na mnie. Szybko wstałam z ziemi i zaczęłam uciekać. 
-Carrot. -Krzyknął chłopiec. Piesek spojrzał na niego i po chwili podbiegł. 
-Wiedzę , że imię mu się spodobało. - Powiedział Niall. 
-Więc będzie Carrot. - Krzyknął uradowany Grzesiek . Harry stał pod ścianą i się śmiał trzymając mnie obwieszoną na swoim ramieniu jak jakaś ścierka. Ktoś po kilku sekundach zadzwonił do drzwi. Styles zerwał się i podszedł razem ze mną do drzwi. Kiedy je otworzył osoba która tam stała wydawała się nie zadowolona z tego w jakiej pozycji się znajdowałam. 
-Przyszedłem po swoją żonę i syna. - Powiedział 

---------------------------------------
I kolejny rozdział. 
Jak on wam się podobał?
No mam nadzieję, że bardzo :P
No tak kilka minut się spuźniłam :P
No komentujcie i do zobaczenia w sobotę.

5 komentarzy:

  1. Szkoda, że nie codziennie. No no świetny rozdział zresztą jak zawsze http://believeloveatfirstsight.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajny rozdział :3 Czekam na następny ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Bosko ! Czekam z niecierpliwością na kolejny :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny rozdział :) Codziennie będę odwiedzała Twojego bloga . : * Czekam na następny ; )

    OdpowiedzUsuń
  5. fajowe ;3 będę czytać <333

    OdpowiedzUsuń