sobota, 15 grudnia 2012

3. Dotknęłam dłonią jego klatki piersiowej poczułam to ciepło które zawsze biło od niego.


W sekundę Harold postawił mnie na ziemię. Spojrzał na mnie a jedynie kiwnęłam mu głową na znak , że spokojnie może zostawić nas samych . Loczek westchnął i odszedł powoli mierżąc Jamesa. Mężczyzna stojący na przeciwko mnie chciał już wejść do mieszkania jednak w ostatniej chwili go zatrzymałam. Kiedy dotknęłam dłonią jego klatki piersiowej poczułam to ciepło które zawsze biło od niego. Poczułam jak bardzo go kocham. Spojrzałam w jego cudowne tęczówki i czułam jak się rozpływam. Tak nadal kochałam tego człowieka , jednak wiedziałam , że długo z nim nie wytrzymam. Wypchnęłam go na podwórko i sama za nim poszłam. 
-Czego tutaj chcesz? -Spytałam , jednak kilka minut wcześniej dokładnie się wyraził 
-Nie podoba mi się gdzie i z kim jesteś. - Powiedział 
-Gdyby nie oni to byśmy pewnie zamarzli na śmierć w parku. - Krzyknęłam. 
-Nikt nie kazał Ci go zabierać i odstawiać cyrki. - Powiedział już podnosząc swój ton. Ten który nie wskazywał nic dobrego. W gardle poczułam wielką gulę której za nic nie mogłam przełknąć. Zbyt bardzo się denerwowałam. 
-Odstawiać cyrki ? Nie chcę nic mówić, ale to Ty uderzyłeś mnie i naszego syna. - Powiedziałam prawie krzycząc. 
-Wiem i przepraszam, ale nie możesz tak go zabierać do obcych i się wyprowadzić ode mnie. -Powiedział. 
-Owszem mogę. Rozumiem , że jest Ci przykro , ale ja tak dłużej nie wytrzymam. Rozumiem gdyby to się stało pierwszy raz.  -Powiedziałam. James wyglądał jakby zaraz miał wybuchnąć.  Bałam się go z każdą sekundą coraz to bardziej . Pocieszało mnie jedynie to , że cała piątka dorosłych chłopaków była w domu i , że na pewno ktoś stoi pod drzwiami i odsłuchuje. 
-Dobra masz ostatnią szansę. Wracasz ze mną teraz do domu, albo.... -Nie dokończył bo drzwi się otworzyły i w nich stanął Zayn. 
-Jakiś problem ? -Spytał Malik. 
-Rozmawiam z żoną. -Powiedział James już przybliżając się do mulata. 
-Zayn wszystko w porządku.- Powiedziałam patrząc na chłopaka. On spojrzał na mnie. 
-I tak nie pójdę. - Powiedział. Przekręciłam jedynie oczami. 
-James. Ja...-Zaczęłam się jąkać.- Ja... Ja chcę rozwodu.- Powiedziałam. Mój mąż stał w ciszy przez kilka sekund potem wybuchnął śmiechem. 
-Rozwód? Dziewczyno Ty beze mnie nie dasz sobie rady.- Powiedział ponownie wybuchając śmiechem. Widać było po Zaynie , że zaraz nie wytrzyma i rzuci się na Jamesa. 
-Owszem poradzi sobie. Jest mądra i zawsze da sobie rade a nawet jeśli nie to jest z nami. - Powiedział i  złapał mnie za rękę. Ponownie poczułam ciepło tylko, że tym razem bijące od Malika. Widać było jak Jamesowi nie pasuje to co się teraz dzieje. 
-Więc chcesz rozwodu? -Spytał , jedynie pokiwałam głową.  Mężczyzna zaczął odchodzić bez porzegnania. Stałam dalej w miejscu i patrzyłam jak odchodzi. Zayn zaczął ciągnąc mnie do domu, ale ja stałam jak paraliżowana.  James odwrócił się do mnie i spojrzał na mnie. Zaczęłam płakać. Normalnie płakać. Może dlatego , że James to mężczyzna którego nadal kocham . Tak bardzo mocno go kochałam. Ranił mnie, ale i tak z jednej strony chciałam mu wybaczyć i wrócić do tego co było kiedyś. Jednak sama już nie wiem co było kiedyś. Zayn otarł moją łzę. Spojrzałam na mulata i jeszcze bardziej się rozryczałam. 
-Dlaczego to mnie zawsze spotyka?-Chłopak nie od powiedział. Weszliśmy do domu w momencie kiedy James zniknął nam z pola widzenia. 
-I co ? -Spytała Wiki. 
-Nie mam ochoty na razie z nikim gadać. - Powiedziałam i pokierowałam się do mojego pokoju. Padłam na łóżko jak jakiś worek z kartoflami i płakałam wtulona w poduszkę. Po kilku sekundach usłyszałam ciche pukanie do drzwi i się uchyliły. Nie zwróciłam na to uwagi.  Poczułam jedynie jak ktoś siada na moim łóżku i głaszcze mnie po głowie. Mogłam przysiąść bez patrzenia  ,że to Wiki, ona jedyna jest taka kochana. Może i chłopcy też, ale to nie jest to samo. Kiedy chciałam sprawdzić, czy się nie myliłam dostrzegłam tą właśnie o to osobę. I miałam rację. Piękna brunetka patrzyła na mnie tymi swoimi zaszklonymi tęczówkami. Od razu podniosłam się i rzuciłam jej w ramiona. Dziewczyna głaskała mnie po głowie i pocieszała mówiąc, że wszystko będzie dobrze. Nie wierzyłam w to , jednak miałam taką nadzieję. Najgorsze było jednak to , że nadal kochałam Jamesa. No to nic dziwnego , tyle lat z tym człowiekiem, do tego dziecko i małżeństwo. Rozwód to przecież nic prostego jak dla mnie i coś mi się zdawało , że dla niego to też nie jest łatwe. Przecież wydawało i szczerze nadal mi się wydaje , że James mnie kocha jednak może też być , że się tylko mylę. Kiedy moja przyjaciółka mnie pocieszała do pokoju wszedł Grzesiek. Nie chciałam żeby widział jak płaczę. Znowu. Chłopiec był już duży i jak zwykle wszystko rozumiał. Cieszyłam się często , że mam tak mądrego synka jednak teraz wolałabym żeby nie rozumiał co się dzieje. Wiki wstała z łóżka a chłopiec zajął jej miejsce. Spojrzał na mnie po czym ucałował mój policzek. Od razu poczułam się na nowo szczęśliwa...? Może i tak. James się już nie liczy. To Grzesiek jest teraz moją jedyną rodziną. No i może jeszcze Wiki. Przytuliłam się do chłopca , a moją przyjaciółka wyszła uśmiechając się do mnie. Zostawiła nas całkiem samych. Dobrze wiedziała czego mi trzeba. Leżałam tak z Grześkiem opowiadając mu bajki przez pewien czas. Nawet nie wiedziałam ile minęło. Jednak kiedy dostrzegłam , że jest już całkiem ciemno wiedziałam, że czas na położenie go do łóżka. Spojrzałam na zegarek i była dopiero 19. No cóż nic dziwnego , że tak ciemno skoro już jest zima. Wstałam nie chętnie z łóżka i pociągnęłam go do łazienki żeby go umyć. Jak zwykle kupa śmiechu i oczywiście z łazienki wyszłam cała mokra. Położyłam spać chłopca do jego nowego, pięknie umeblowanego pokoju. Zanim wyszłam to stwierdził, że jeszcze nie chce spać samemu. Oczywiście , że zgodziłam się, żeby spał ze mną. Uradowany Grzesiek zaczął skakać  ze szczęścia. Położyliśmy się ponownie w moim łóżku i tak zaczęłam dawać swój mały , prywatny koncert który kontynuowałam co wieczór. 
Jak zwykle śpiewałam mu jego ukochaną piosenkę. Może i nie rozumiał z niej każdego słowa bo śpiewałam po Polsku ale i tak kochał ją najbardziej od nie pamiętnych czasów. Kiedy skończyłam śpiewać tradycyjnie spał wtulony w misia od Wiki. 
-Nie wiedziałem , że śpiewasz. -Nagle za mną ktoś się pojawił. Kiedy się odwróciłam dostrzegłam nikogo innego jak Liama. Stał uśmiechając się do mnie jak nigdy. Nie widziałam swojej twarzy jednak poczułam, że jest ona gorąca, więc pewnie spaliłam buraka. Wstałam z łóżka zostawiając jedynie zapaloną jedną małą lampkę i wyszłam z pokoju zostawiając również otwarte drzwi i lekko zapalone światło na korytarzu. 
-Boi się ciemność . -Powiedziałam schodząc już na dół. 
-Sam chciałbym taką matkę jak on. - Powiedział jedynie się zaśmiałam mówiąc , że przesadza. Usiedliśmy na sofie w salonie. Zdziwiłam się bo nikogo nie było. 
-A gdzie reszta? -Spytałam zaciekawiona. Koło nas biegał jedynie Carrot a tak to żadnej żywej duszy.
-Niall i Wiki zajmują się sobą w ich sypialni.- Zaśmiał się mówiąc to. 
-Harry gdzieś wyszedł i za pewne będzie rano , albo w nocy pijany więc jak usłyszysz obijanie się o meble to się nie bój. - Tym razem to ja się zaśmiałam. 
-Zayn pojechał do Perrie. A Louis pewnie się w swoim pokoju fap fapuje -Powiedział śmiejąc się. Również to zrobiłam. 
-Wcale się nie fap fapuje. -Nagle usłyszałam głos za sobą. 
-Boże Louis nie strasz tak.  -Powiedziałam. 
-No tak nasz marchewkowy potwór zrobił sobie przerwę. -Zaśmiał się Payn na co dostał poduszką już od znikającego Tomlinsona.Wraz z Liamem rozmawialiśmy tak przez pewien czas. W jego towarzystwie czułam się całkowicie wyluzowana i normalnie. Zawsze słyszałam, że to właśnie z Liamem da się najbardziej pogadać. Ludzie się nie mylili był wspaniały, jednak nie w tym sensie. Może patrząc na niego myślałam o tym , że mnie pociągał , ale no na litość boską ja jeszcze nie mam rozwodu a on ma dziewczynę do tego nie byle jaką dziewczynę. Danielle. Piękna, młoda, bogata tancerka a przede wszystkim bez męża i dziecka. Nie to , że Grzesiek jest dla mnie ciężarem czy coś , bo nigdy nie żałowałam tego ,że go urodziłam. Wręcz przeciwnie, dzięki niemu mam po co żyć. Wracając do Danielle, znałam ją. Może nie jakoś super, ale się znałyśmy i zdążyłam się dowiedzieć o niej tego , że zasługuje na miano dziewczyny Liama. Była tak samo wspaniała jak i on sam. Miła i zawsze życzliwa. Lubiłam ją , a ona twierdziła, że lubi mnie. 
---------------------------------------------------
I kolejny rozdział. Coś mi się chyba
pomyliło i miał być jutro, a nie 
dzisiaj no ale jednak
będę dodawała co drugi dzień. 
I co myślicie? 
Zgadzacie się na coś takiego? :P 

5 komentarzy:

  1. Super rozdział :3 Cieszę się, że będziesz dodawała rozdziały co dwa dni :p

    OdpowiedzUsuń
  2. no cudnie! Zgadzam się i cieszę się, że będziesz dodawać co drugi dzień :)
    http://nextonedirectionstory.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajny rozdział. Mam nadzieję ,że dodasz szybko. Coś mi się zdaje ,że będę tutaj stałym gościem :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Fajny rozdział. Czekam na kolejny

    OdpowiedzUsuń
  5. No nawet fajnie się zaczyna. Póżniej się zobaczy czy też bedzie fajne

    OdpowiedzUsuń